Geodezję zalicza się do wąskich i ściśle wyspecjalizowanych dziedzin nauki i wiedzy, jednakże jej zastosowanie, w praktyce życia codziennego, stoi w zdecydowanej opozycji do wysuniętej na wstępie tezy. Wystarczy wspomnieć, że niemożliwe wręcz byłoby zrealizowanie bez geodezji jakiegokolwiek budowlanego zamierzenia inwestycyjnego, począwszy od tego najmniejszego a kończąc na ogromnych. Również budowa wielu systemów informacyjnych, w tym - systemów informacji o terenie, tak istotnych w funkcjonowaniu wielu dziedzin współczesnego życia społecznego, byłaby niemożliwa do realizacji bez udziału w niej szeroko rozumianej geodezji. Ta prawda zdaje się być coraz bardziej oczywista dla coraz szerszego gremium, w tym - dla osób kręgu decyzyjnego, zarówno w produkcji, administracji, jak również, tak nam się wydaje, w szkolnictwie wyższym związanym z kształceniem przyszłych kadr geodezyjnych.
Okres niedawnego przełomu wieków charakteryzował się ogromnymi zmianami technologicznymi, także w geodezji. Powyższe dotyczyło, w równej mierze, samej techniki wykonywania pomiarów, jak i sposobów ich późniejszego opracowania. Nie mogło to, oczywiście, pozostać bez wpływu na wzrost zapotrzebowania przedsiębiorstw i firm geodezyjnych na przygotowaną do tych nowych realiów kadrę inżynieryjną. Nie ma przy tym większego znaczenia jak inżynierowie ci będą tytułowani, czy jako geodeci, geomatycy, geoinformatycy, czy też w jakikolwiek inny sposób. Istotnym jest, aby byli zdolni do korzystania z nowoczesnych osiągnięć techniki, aby potrafili zastosować w praktyce odpowiednią do zaistniałych potrzeb technologię.
Przyszło nam bowiem żyć w epoce, nie trzeba bać się tego określenia, &bduqo;galopujących&bduqo; przemian, tak technologicznych, jak i prawnych. Te drugie nie są jednak spowodowane wspomnianym wyżej rozwojem cywilizacyjnym, lecz raczej rezultatem zmian polityczno-ustrojowych, które dokonały się w naszym kraju u schyłku ubiegłego stulecia. Nie sposób pominąć w tym miejscu również naszej wewnętrznej sytuacji politycznej, mającej oczywisty wpływ na istniejący stan rzeczy w dziedzinie obowiązującego prawa, zwłaszcza w dziedzinie geodezji i kartografii. Zjawisko nowych uregulowań prawnych, a właściwie ich brak (w wielu przypadkach mamy do czynienia jedynie z rozwiązaniami prowizorycznymi), jest odrębną kwestią, znacznie wybiegającą tematyką poza ramy niniejszego referatu.
Wracając jednak do tematu. Wielu z nas, nieco już starszych, miało okazję zetknąć się, zwłaszcza na początku swojej drogi zawodowej, z geodezją rozumianą zupełnie tradycyjnie, spotykając wówczas kolegów po fachu, którzy sumowali rejestry pomiarowo -klasyfikacyjne przy pomocy drewnianych liczydeł. Naszym udziałem stało się korzystanie już z pierwszych maszyn liczących (przerażających swoim ogromem i faktycznie niedotykalnych, ustawianych w halach, gdzie obowiązywała wręcz chirurgiczna sterylność), pierwszych kalkulatorów z czterema (sic!) funkcjami (podstawowymi, bez możliwości wyciągania pierwiastków). Dzisiaj mamy do czynienia z technologią GPS, wielofunkcyjnym system precyzyjnego pozycjonowania, zdjęciami satelitarnymi, fotogrametrią i teledetekcją cyfrową, geoinformatyką itd., co wcale nie wyczerpuje zagadnienia. Wszystko to nie może być nam, przedsiębiorcom geodezyjnym, absolutnie obce. Wręcz przeciwnie, bez znajomości tych zagadnień przestaniemy po prostu funkcjonować na rynku.
Należałoby zatem zastanowić się, w kontekście powyższych stwierdzeń, jakie są wymagania rynku oraz jaką postać przyjmują oczekiwania właścicieli firm geodezyjnych wobec absolwentów uczelni politechnicznych kształcących geodezyjne kadry inżynierskie. Wydaje się nam koniecznym, aby rozróżnić w tym miejscu oczekiwania dużych firm (przedsiębiorstw) geodezyjnych od oczekiwań firm małych. Oczekiwania te, aczkolwiek w wielu punktach zbieżne, mogą się jednak różnić między sobą w szczegółach.
Żeby nie zostać źle zrozumianym. Przedstawione wyżej cechy są wartościami ze wszech miar pożądanymi, jednak absolutnie nieosiągalnymi dla pojedynczego człowieka. Nie jest to możliwe chociażby ze względu na szerokie spektrum podanego zakresu opracowań (projektów) i ograniczonych jednak, możliwości gatunku homo sapiens. Ten swoisty „wykaz” cech (pożądanej wiedzy i umiejętności) powinien jednak charakteryzować specjalistę z jakiejś jednej konkretnej dziedziny (no, może co najwyżej z dwóch). Do ich osiągnięcia powinien dążyć nie tylko czynny zawodowo inżynier geodeta, lecz także (a może zwłaszcza) kandydaci na takiegoż inżyniera, tzn. studiujący młodzi ludzie. Czy realizacja tych zamierzeń zależy tylko od nich samych, postaramy się wyjaśnić to w dalszej części naszego referatu.
Wymagania i oczekiwania małych firm, przeważających ilościowo na rynku usług geodezyjnych przedstawiają się nieco odmiennie. W firmach tych zadania pomiarowe są wykonywane przez małe zespoły ludzkie, zazwyczaj kilkuosobowe. Wiodącą rolę w takim zespole odgrywa inżynier geodeta. Od jego doświadczenia, fachowości oraz kompetencji zależy, zarówno jakość wykonanej pracy (usługi geodezyjnej), jak również osiągane przez zespół (a tym samym również i przez firmę) wymierne wyniki ekonomiczne.
Na te wielce pożądane cechy inżyniera geodety, w tym - również absolwenta uczelni politechnicznej, potencjalnego pracownika małych firm geodezyjnych, ma wpływ nie tylko praktyka, mająca miejsce już w tej firmie pod okiem jej doświadczonego właściciela, ale również to, z jaką porcją wiedzy oraz umiejętności absolwent opuszcza mury konkretnej uczelni. Przy czym, nie da się ukryć, że dla właścicieli firm geodezyjnych największą wartość posiadają, u ich potencjalnych pracowników, wiadomości ugruntowane i co najważniejsze, przydatne w praktycznej, codziennej działalności gospodarczej.
Najkorzystniej byłoby, w odczuciu przyszłych pracodawców, aby absolwent politechniki posiadał taką wiedzę (a zarazem i praktykę), która umożliwiałaby mu wykonanie, praktycznie rzecz biorąc, każdego zadania geodezyjnego, i to bez specjalnego, ze strony pracodawcy, nadzoru nad jego realizacją. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że oczekiwanie takie byłoby nieuprawnione i nierealne, albowiem do powyższego niezbędne jest jednak pewne doświadczenie zawodowe, możliwe do osiągnięcia tylko w wyniku bezpośredniej realizacji różnych zadań geodezyjnych.
Możemy jednak wysuwać pewne postulaty i wnioski, noszące niekiedy znamiona wręcz żądań, w stosunku do osób (decydentów) mających wpływ na kształt organizacji i poziomu wykształcenia młodych ludzi, opuszczających mury ich uczelni. To przecież właśnie my, przedsiębiorcy geodezyjni, będziemy zatrudniali tych absolwentów. Fama o tym, że absolwenci jednych uczelni są dla nas o wiele bardziej przydatni, pod względem zawodowym, aniżeli innych, rozchodzi się wśród pracodawców dosyć sprawnie i szybko. Fakt ten może mieć istotne znaczenie dla samych uczelni - dla tych pierwszych oznaczałby bowiem dużą liczbę młodych ludzi chętnych do studiowania w jej murach, dla tych drugich sytuacja wyglądałaby wręcz odwrotnie, a związane byłoby to z malejącą liczbą młodych ludzi gotowych do podjęcia tam nauki, przede wszystkim ze względu na trudności z późniejszym zatrudnieniem. Nie łudźcie się władze uczelniane, tego rodzaju informacje rozchodzą się równie błyskawicznie, ale tym razem wśród kandydatów na studentów.
Kontrargumentem byłoby stwierdzenie, że dzisiejszy rynek wchłonie, praktycznie rzecz biorąc, każdą ilość absolwentów szkół politechnicznych, wszystkich, tych dobrych i tych nieco gorszych. To prawda. Dzisiaj tak, lecz jutro wszystko może ulec nagłej zmianie. Zjawisko exodusu Polaków do krajów zachodnich, za chlebem, maleje. Większość tych nowych emigrantów ma zresztą szczery zamiar wrócić do kraju, jak się trochę dorobi. Wrócą, może nie wszyscy, ale wielu z nich jednak wróci. Podczas tułaczki nauczą się zdrowych zasad rynkowych, wzrośnie wśród nich świadomość znaczenia kompetencji we wszelkiego rodzaju działalności, w tym - związanej również z edukacją. Ta świadomość rośnie także wśród tych, którzy w kraju pozostali. O randze poszczególnych uczelni, ich powodzeniu zadecyduje wówczas zdolność do przystosowania się do nowej rzeczywistości. Te, które nie zareagują odpowiednio szybko, doznają goryczy porażki.
Zatem, na jakie zagadnienia, naszym zdaniem, należałoby zwrócić szczególną uwagę, podczas kształcenia przyszłych inżynierów z dziedziny geodezji i kartografii. Otóż, nie ulega wątpliwości, że zakres przekazywanej studentom wiedzy winien być, delikatnie rzecz ujmując, przydatny raczej w realnym a nie w wirtualnym życiu. Realizm ten przejawiałby się mianowicie w tym, że absolwenci uczelni potrafiliby sprostać większości postawionym przed nimi zadaniom. I to od razu, tj. po podjęciu przez nich pracowniczych obowiązków zawodowych.
Aby to było możliwe uczelnia powinna skupić się głównie na realizacji szczegółowego programu edukacyjnego z wymienionych niżej zakresów, nie ukrywamy tego, ściśle związanych z przeważającym typem zadań realizowanych przez małe i średnie firmy geodezyjne:
Posiadanie przez absolwentów uczelni politechnicznych (inżynierów geodetów) gruntownej wiedzy z podanych wyżej zakresów, wraz z umiejętnością zastosowania tej wiedzy w praktyce, byłoby ze wszech miar pożądane. Takich młodych inżynierów przyjmowano by chętnie do pracy, a po odbyciu okresu próbnego przedłużano by z nimi umowy o pracę. To jest zupełnie oczywiste. Spełnialiby oni wiele stawianych przed nimi oczekiwań ze strony pracodawców, zwłaszcz w przypadku małych i średnich firm geodezyjnych.
Jesteśmy głęboko przekonani, że realizacja takiego programu byłaby (a chyba i jest) obecnie nie do końca możliwa. Czym tłumaczymy nasze przekonanie? Otóż, nie ulega wątpliwości, że wpływ na to mają przede wszystkim obowiązujące w szkolnictwie wyższym przepisy, w tym - słynne już ramy programowe (w trakcie, co prawda niezbyt wielu, spotkań z władzami uczelni okazywało się, że to właśnie te ramy decydują o wszystkim). Ponadto tajemnicą poliszynela jest to, że władze poszczególnych uczelni dążą, za wszelką cenę, do minimalizacji ponoszonych przez nie kosztów, co, nie ulega wątpliwości, ma bardzo negatywny wpływ na ogólny poziom wykształcenia młodych kadr inżynierskich. Cięcia te (ograniczanie wymiaru godzinowego) dotyczą zarówno zajęć teoretycznych, jak również wszelkiego rodzaju zajęć praktycznych, w tym - ćwiczeń polowych. Naszym zdaniem jest to jednak oszczędność pozorna, która już w niedalekiej przyszłości może zostać srogo zweryfikowana przez życie, o czym była mowa wcześniej.
Na realizację przedstawionego przez nas programu nauczania, być może z pewną jego modyfikacją, skupiająca się jednak głównie na zagadnieniach czysto geodezyjnych i blisko z nimi związanych, powinna być przeznaczona większość czasu zarezerwowanego na kształcenie kadr inżynierskich. Jesteśmy o tym głęboko przekonani, a przekonanie to wynika z naszej długoletniej praktyki zawodowej połączonej z działalnością gospodarczą w zakresie usług geodezyjnyc i kartograficznych. Dopiero wówczas można oczekiwać wymiernego efektu takich działań. Zarzut, że inżynier o wykształceniu politechnicznym powinien charakteryzować się znacznie szerszą wiedzą, można skwitować w ten sposób, że ten, kto zna się na wszystkim, nie zna się tak naprawdę na niczym. Powyższe dotyczy również geodezji. W dobie powszechnie obowiązującej specjalizacji nie można wymagać, aby to właśnie inżynier geodeta był wyjątkiem, potwierdzającym tę powszechnie znaną regułę.
Oczywiście, pewną ilość czasu (ale znacznie mniejszą, niż dzieje się to dotychczas), należałoby przeznaczyć także na inne dziedziny nauki, w tym - m. innymi chociażby na matematykę, fizykę, ochronę środowiska, szacowanie i zarządzanie nieruchomościami itp. Jednakże, naszym zdaniem, tylko w zakresie jak najbardziej podstawowym i jak najbardziej (a właściwie) ściśle związanym z geodezją. Być może należałoby prowadzić na uczelni również, równolegle, zajęcia fakultatywne, poszerzające zakres wiedzy młodych ludzi z tych dziedzin. To nie jest wykluczone i taka jest nasza propozycja w tym zakresie. Jednakże priorytetem interesujących nas uczelni winno być, przede wszystkim, wykształcenie kompetentnej kadry inżynierów geodetów, potrafiących radzić sobie, jeżeli nie świetnie, to co najmniej dobrze, ze stojącymi przed nimi zadaniami i problemami.
Reasumując i skracając zarazem. Przedsiębiorcy oczekują od młodej kadry inżynierskiej przede wszystkim dostatecznej porcji wiedzy, w tym z zakresu prawa „okołogeodezyjnego”, oraz wystarczającej znajomości zagadnień związanych z szeroko rozumianym postępem technicznym w dziedzinie geodezji i kartografii. Dotyczy to zwłaszcza tych zagadnień, które w okresie ich edukacji (tzn. przedsiębiorców, co zazwyczaj miało miejsce kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu) były praktycznie nieznane, bądź też istniały one w powijakach. Posiadana przez obecnych przedsiębiorców wiedza w tym zakresie, będąca najczęściej efektem samokształcenia, doraźnych kursów lub doświadczeń nabytych w praktycznych zastosowaniach, jest, nie bójmy się tego przyznać, niekiedy niepełna i mało usystematyzowana.
Z tego właśnie powodu przedsiębiorcy oczekują od zatrudnianych przez siebie osób wniesienia powiewu nowoczesności, umożliwiającego, w powiązaniu z praktyczną wiedzą pozostałych pracowników firm, wykorzystanie w produkcji nowoczesnych technologii, przy zastosowaniu do tego celu nowoczesnego instrumentarium. Nie można jednak nie wspomnieć w tym miejscu o pewnym mankamencie dotyczącym młodej kadry inżynierskiej, będącym być może efektem stosowanej obecnie metodologii nauczania, a polegający na bezkrytycznej wprost ufności w możliwości wszelkiego rodzaju modern sprzętu, często przekraczającej granice zdrowego rozsądku. Przejawia się to m. innymi brakiem zainteresowania, z ich strony, dokonywania jakichkolwiek pomiarów kontrolnych, co przecież stanowi jedną z podstawowych zasad w geodezji.
Intencją autorów niniejszego opracowania nie było, broń Boże, nikogo personalnie urazić, jesteśmy jednak świadomi, że w pewnych kręgach, zwłaszcza akademickich, nasze spostrzeżenia mogą zostać odebrane niezbyt przychylnie. A może jednak jesteśmy w błędzie? Może nasz punkt widzenia, przedsiębiorców i pracodawców zarazem, nie różni się aż tak bardzo od punktu widzenia ludzi decydujących o sposobie organizacji (reorganizacji ?) kształcenia geodezyjnych kadr inżynierskich? Podkreślamy przy tym, że nie jesteśmy absolutnie zwolennikami rozwiązań rewolucyjnych w tej dziedzinie, raczej ewolucyjnych, lecz dokonywanych z głową.