Tematem mojego wystąpienia ma być kataster jako podstawa systemu zarządzania jednostką terytorialną kraju. Jestem przekonana, że kataster jest podstawą systemów informacji przestrzennej w ogóle, w związku z czym ograniczenie jego funkcji tylko do jednostki terytorialnej, nawet jeśli będzie nią powiat czy województwo, jest tylko przypadkiem szczególnym, ale nie naruszającym istoty katastru jako podstawy systemów informacji przestrzennej, w tym zwłaszcza potrzebnych do zarządzania jednostką terytorialną. Rozumiejąc kataster za Kompendium PANEL_GI jako "Spis lub rejestr publiczny definiujący bądź identyfikujący granice terenów publicznych i/lub prywatnych dla celów ustalania własności i ściągania podatków", podstawową funkcją katastru jest ustalenie granic własności w celu egzekwowania tego prawa. Chodzi głównie o ochronę prawa własności i pobieranie z niego pożytków.
Wykonywanie prawa własności, oznaczanie granic własności jest nie tylko domeną człowieka. Pies, lew czy inne zwierzę markuje granice swojej własności moczem, sierścią, zapachem i chroni tak oznaczonego terytorium z determinacją, do utraty życia włącznie. Właściciel nieruchomości ogradza się płotem, niekiedy podłączonym do prądu, rozgranicza przy użyciu kamieni granicznych, a w przypadku naruszenia posiadania korzysta z ochrony prawnej.
Pseudowłaściciel zbiorowy (państwo) oznacza swoje granice słupami granicznymi, niekiedy zasiekami z drutu kolczastego i polami minowymi.
Bez względu na to, czy rejestracja prawa własności odbywa się kamieniami granicznymi, pomnikami czy poprzez utrwalenie zapachem mamy do czynienia z identyfikacją granicy. To, że ludzie rejestrują własność na mapach, w postaci tabliczek kamiennych, pergaminu, papieru czy w postaci komputerowej jest tylko formą rejestracji tego samego prawa własności w określonym systemie widzenia przestrzeni, czy wyobrażenia o niej. To, że z biegiem czasu zaczęto oprócz własności rejestrować różne właściwości, cechy, czy atrybuty przestrzeni, było i jest naturalną konsekwencją tego, że ktoś do właściwości tych ma pośrednio stosunek własnościowy (moje miejsca widokowe, moje zabytkowe kościoły, moje sklepy, kina, czy muzea).
Dziś najczęściej zmienia się ten stosunek własnościowy w chęć zamiany informacji o tej właściwości, cesze czy atrybucie w pieniądz - "mój" wprost lub pośrednio.
Bądźmy szczerzy, to że GIS-y tak szybko i wszechstronnie rozwinęły się w Stanach Zjednoczonych, jest w naturalny sposób sprzężone z dążeniem do hegemonii, czyli swoistego wykonywania prawa własności nad całym światem.
A to, że w USA nie ma katastru, nie oznacza, że nie jest on podstawą do zarządzania. Nie ma tam katastru w rozumieniu europejskim, ale są formy rejestracji własności spełniające funkcję katastru i pozwalające czerpać określone pożytki. Zresztą w samych Stanach poszanowanie prawa własności jest najsilniej obok prawa do życia i zdrowia chronionym prawem. Gdyby nie było własności i związanych z nią możliwością czerpania pożytków, nie byłoby prawdopodobnie wojen, rozwoju techniki gwarantowanego w zasadzie poprzez zbrojenia, nie byłoby wysublimowanych form rejestracji własności i prób wyciągania z tego korzyści osobistych.
Własność może mieć różne formy. We wstępie wspomniałam o własności indywidualnej i pseudowłasności zbiorowej, państwowej, z której państwo wyprowadza upoważnienie do pobierania kontrybucji, w coraz bogatszych ostatnio formach. Jest również własność państwowa sensu stricte, własność gminna i wiele innych. Z własnością wiąże się szereg zadań umożliwiających wykonywanie tego prawa oraz czerpania określonych korzyści.
Z art. l ust.2 ustawy o samorządzie terytorialnym wynika, że gminę stanowią:
wspólnota samorządowa, czyli mieszkańcy gminy oraz terytorium, na którym wspólnota ta zamieszkuje. Czyli podmiot i przedmiot działania gminy. Do zakresu działania gminy (art. 7 ust. l ustawy) należą w szczególności sprawy:
Pozornie wydaje się, że mogą, i tak się wielu decydentom ciągle jeszcze wydaje, ale to
nieprawda.
Pytanie, co pod pojęciem katastru będziemy rozumieli?
Wytłuszczony zeszyt u sołtysa ze spisem gospodarzy, powierzchnią i wartością podatku to też pewna forma rejestru katastralnego.
W moim rozumieniu katastrem jest obecna ewidencja gruntów, bo to prawda, ona jest katastrem i ci co próbuj ą to negować, naprawdę nie wiedzą o co chodzi i nie powinni się tą problematyką zajmować, a zwłaszcza szkodzić jej w majestacie prawa.
Zatem kto właściwie system katastralny prowadzi, kto ma go prowadzić i kto za niego odpowiada?
W ramach nowej treści tzw. systemu katastralnego namnożyło się tych decydentów, że aż głowa boli. Przyznają się do niego już minister finansów, sprawiedliwości, rolnictwa a zanosi się na to, że za swój traktować go będą informatycy, ekonomiści, księgowi, prawnicy, dealerzy różnych firm informatycznych, ci prywatni i z administracji państwowej, a co sprytniejsi geodeci już zacieraj ą ręce i tworzą domowe archiwa katastralne jako dobrą inwestycję w przyszłość.
Czy ma to może oznaczać, że prowadzenie katastru powinno być powierzone gminom, a może poszczególnym wsiom, może sądom czy organom podatkowym, czy może oddać go w ajencję?
Prowadzenie katastru w moim rozumieniu jest skomplikowaną czynnością techniczną i wymaga określonych kwalifikacji. To, że ktoś kiedyś wymyślił urzędy katastralne i odpowiedni system zdobywania w nich kwalifikacji, było wynikiem odpowiedzialności za decyzje i głębokiej znajomości problemu. Mimo to w swojej bogatej karierze zawodowej identyfikowałam błędy popełnione przez fachowców w osiemnastym stuleciu, ale były to błędy sporadyczne. Masówka zaczęła się jednak w wyniku realizacji dekretu z 1955 r. To, że 7585% danych przedmiotowych w ewidencji gruntów i w księgach wieczystych się różni, jest tego naturalną konsekwencją. I ten stan, niestety, zaczyna się gwałtownie pogarszać. Z jednej strony niefortunne rozporządzenie ewidencyjne z marca br. z drugiej znaczne groźniejsze majsterkowanie przy ewidencji przez wykonawców różnych SIT-ów, którym zdaje się, że jak zdigitalizowali mapę ewidencyjną, to ją zmodernizowali poprzez doprowadzenie do postaci cyfrowej. Wygłaszanie takich herezji przez budowlańców czy prawników, może wynikać z ich nieprzygotowania zawodowego, ale jeśli takie bzdury plotą funkcyjni geodeci, to napawa to przerażeniem.
Nie można rozdzielić mapy ewidencyjnej zarówno od części opisowej ewidencji gruntów, jak i podstawowej mapy kraju, i wydane przepisy w tej mierze są logiczne, ale praktyka i organizacja tragiczna. Rozdział służby geodezyjnej sprzed trzech lat bez zapewnienia skutecznego nadzoru nad przestrzeganiem standardów technicznych prowadzi do coraz większego poszatkowania zasobu, do jego zaśmiecania, do radosnej twórczości geodezyjnych nieudaczników gotowych powierzyć do konwersacji kataster co sprytniejszym twórcom tak zwanych systemów przestrzennych i katastralnych, którzy katastru na oczy nie widzieli. Zacznijmy wreszcie szanować art.42 Prawa geodezyjnego i kartograficznego stanowiący, iż pracami geodezyjnymi mogą kierować i nadzorować tylko ludzie dysponujący odpowiednimi uprawnieniami.
Ale obawiając się wspomnianych zagrożeń, nie można też popadać w drugą skrajność, zgarniając wszystko na szczebel wojewódzki czy centralny. Ostatnio z oburzeniem wysłuchałam wypowiedzi jednego z geodetów wojewódzkich na spotkaniu z geodetami powiatowymi, że gminie wystarczy informacja o stanie ewidencyjnym określonej nieruchomości zaczerpnięta za pomocą mtemetu, a nie dane ewidencyjne - czyli pełna baza ewidencji gruntów i budynków.
Czy gmina dla potrzeb prowadzenia np.: bazy adresowej, ewidencji dróg, zagospodarowania przestrzennego ma tworzyć własne podkłady mapowe ?
Prawo geodezyjne i kartograficzne stawia sprawę bardzo jasno, ale niepokoją głosy kolegów geodetów, którzy w imię idei budowania dużych skomplikowanych systemów do prowadzenia ewidencji gruntów i budynków (których oczywiście przeciętna gmina w Polsce nie jest w stanie udźwignąć), głoszą konieczność zmiany prawa i zrównanie gminy na przykład z bankiem, notariuszem czy towarzystwem ubezpieczeniowym w zakresie dostępu do bazy danych katastralnych. Oby ta zmiana nie zakończyła się likwidacją służby geodezyjnej lub utratą tego co jeszcze zostało po nieszczęsnych zmianach prawa geodezyjnego i kartograficznego w okresie kilku ostatnich lat.
Już coraz ciszej, ale jeszcze dość często jako "lekarstwo na prowadzenie katastru" firmy powtarzają, że ich system przechowuje dane części opisowej i katastralnej w jednej relacyjnej bazie danych (i to najczęściej ORACLE, pomijając oczywiście fakt, że edytorem graficznym jest MakroStation czy AutoCad). A co by było, gdyby dane były w dwóch czy trzech bazach? Twierdzę że nic, jeżeli tylko bazy te na poziomie aplikacji obsługującej kataster były w pełni zintegrowane. To, że dane znajdują się w jednej bazie wcale nie oznacza sprawniejszego działania systemu, w tym głównie czasu dostępu do dużych baz graficznych (nie widziałam, by w czasie prezentacji, któraś z firm pokazała pełną mapę ewidencyjną całego miasta średniej wielkości, prawdopodobnie wyczerpałaby większość czasu przeznaczonego na prezentację).
Bardzo mało osób natomiast podkreśla, konieczność budowy jednej bazy graficznej dla mapy ewidencyjnej i podstawowej mapy kraju, pomimo że kataster gruntów i budynków stanowi odrębną instytucję, to pod względem technicznym prowadzenie tych map niczym się nie różni i jest jeden z podstawowych argumentów, by nie przekazywać do prowadzenia katastru do gmin.
GEOBID po dosyć długich pracach badawczych związanych z testowaniem różnych baz, zdecydował się na oparcie aplikacji związanej z częścią opisową ewidencji gruntów i budynków na bazie InterBase (tej samej klasy co ORACLE), która:
Poniżej prezentujemy tylko niektóre ekrany z nowego oprogramowania, w trakcie konferencji zaprezentujemy cały system.
Jak może taki system funkcjonować, pokażemy w trakcie konferencji. Przede wszystkim jednak i to jest chyba najważniejsze: